niedziela, 10 czerwca 2012

Nie, dziękuję. Poproszę POP.

Przy okazji ostatniej wycieczki do Zakopanego, jako dorosła już osoba, przyjrzałam się instytucji jaką jest PRZEWODNIK. Zawód, który staram się uprawiać ;) (nauczyciel języka polskiego! <tak, skansen, "kto to jeszcze chce robić...?") zobowiązuje mnie do tego, żeby starać się słuchać. Trudno wymagać od młodzieży gimnazjalnej, żeby była szczerze zainteresowana tym co ma do powiedzenia około 70-letni staruszek, oprowadzający nas po Podhalu, jednak wierzę, że wszystko można robić lepiej, lub gorzej.
Każdy zawód, który polega na nauczaniu, a przewodnik do takich zawodów niewątpliwie należy, jest profesją trudną, bo zainteresowanie młodych ludzi samym SŁOWEM, graniczy dziś z cudem. Internet i wszelkiego rodzaju media, sprawiają, że dla dzieci mało jest rzeczy niedostępnych, do których zobaczenia muszą dążyć. Dlatego też, każdy kto z nimi pracuje, a praca z dziećmi jest pracą cudowną, musi zastanowić się co dla nich będzie interesujące. Prymitywnym jest myślenie, że to seks, alkohol czy narkotyki. Jest to również słaba wymówka dla tych "pedagogów", którym się nie chce. Do meritum... 
źródło: google.pl
Moja ostatnia przygoda z Przewodnikiem dała i mi do myślenia. Co JA chciałabym usłyszeć, co MNIE interesuje, jak JA bym to zrobiła? Mimo że mam bardzo małe doświadczenie w swoim zawodzie i jak każdy nauczyciel (a prawdą jest, że im młodszy, tym bardziej przekonany o swojej wyjątkowości i wiedzy <akademicki to przypadek beznadziejny>) myślę, że wiem lepiej, mam potrzebę wtrącania się, którą z trudem muszę pohamowywać. Podczas 3dniowej wycieczki zdążyliśmy zejść (nie zwiedzić) wiele miejsc, a żadna z opowiedzianych historii, nie przykuła mojej uwagi na dłużej, a nie mam ADHD. Rozumiem, że dla mieszkańców Zakopanego postaci związane z tym miejscem są ważne, jednak ich nazwiska i nagrobki, nigdy nie zostaną zapamiętane przez dzieci, skoro nawet ja myślę o tym "kiedy On w końcu skończy gadać". Jesteśmy jako ludzi głodni sensacji, plotki, afery i tragedii. Nie możemy wszyscy pochwalać bylejakości i tylko ze względu na "słuchalność" opowiadać tanich anegdot i historii, ani jako nauczyciele, ani jako przewodnicy, ALE! uprawianie "sztuki dla sztuki" nigdy nie znajdzie swoich odbiorców, chyba że wśród hipsterów czy awangardy.
Mała pigułka historii Podhala - tak i owszem, więcej - nie, dziękuję. Poproszę POP - chcę wiedzieć gdzie brał ślub Żebrowski, w którym schronisku śpi prezydent, gdzie "leży" Makuszyński, jak naprawdę było z tym Witkacym i gdzie kręcą "Szpilki na Giewoncie". Mam 26 lat, a jedyne co pamiętam z wywodu przewodnika, to liczba osób, która zginęła na Orlej Perci. Gdybym chciała wiedzieć jak nazywa się każdy, nawet najmniejszy szczycik, z pewnością nie miałabym na nogach trampek i torebki na ramieniu, bo nie tak wygląda zapalony Taternik. Jesteśmy pseudoturystami i potrzebujemy pseudowiedzy.
Zawiedziona przyjechałam do domu i przedstawiłam swoją opinię Mamie, nauczycielce z 20letnim stażem.
- "Mamcik, przecież Uczniowie nie mają pojęcia o Gąsienicach, dlaczego nie mówi się Im  o Tetmajerze, czy tak ciekawym Witkacym"? Odpowiedź Mamcika - "a myślisz, że przewodnicy coś o nich wiedzą?"...
No tak do niedawna myślałam. Nadgorliwa Stacha Bozowska.

1 komentarz: