Tak, mam problem z przeklinaniem. Problem polegający nie tylko na tym, że czasem nie do końca kontroluję ilość wypływających z moich ust wulgaryzmów, ale i z tego, że tak naprawdę nie odczuwam większej potrzeby rezygnacji z mojego specyficznego słownictwa. Studia, które skończyłam i jakaś tam porcja wiedzy o języku, powinny skutecznie przekonać mnie do nie zaśmiecania swojej mowy tzw. "kurwami". Jednak same wiadomości absolutnie mnie do tego nie przekonują. Przynajmniej w przypadku mowy. W piśmie jest nieco inaczej. Trudno, żebym nazywała siebie blogerką, bo póki co nią nie jestem i nie wiem czy kiedykolwiek będę, jednak wiele myślałam nad tym czy używać tutaj swojego codziennego języka, czy starać się pisać "grzecznie".
Należę do tych użytkowników Facebooka, którzy często wyrażają swoje myśli poprzez statusy czy komentarze. Zauważyłam, że niejednokrotnie jeśli użyję w nich słów niecenzuralnych, zwraca mi się na to uwagę. Ci, którzy naprawdę mnie znają, wiedzą, że to być może niechlubna, ale nieodłączna część mojego dyskursu, ale to właśnie oni najczęściej komentują : "ale bez ... by się nie obyło, nie?" ;) Otóż czasem by się niestety się nie obyło i się nie obędzie, bo mój "styl", czy jest akceptowany czy nie, jest nieodłącznie związany z przeklinaniem. Wielokrotnie próbowałam się wyzbyć tego dresiarskiego nawyku, jednak czułam się zawsze jak ...wykastrowana. I nie ma to nic wspólnego z brakiem słownictwa, bo wydaje mi się, że na jego ubogość narzekać nie mogę. Być może to głupota, czy całkowita ignorancja, ale jestem święcie przekonana, że niektórych emocji czy myśli, nie potrafię wyrazić bez 'tych" słów.
Kiedy zaczęłam "pisać", wysłałam próbki swojej "twórczości" kilku zaufanym znajomym. Okazało się, że to czego im w tych tekstach brakowało, to właśnie mojego ulicznego języka. Nie chciałabym kłuć w oczy chamskim przeklinaniem, ani namawiać do pierdolenia na każdym kroku, bo ten typ kontrowersji mnie nie interesuje, ale tak jak innym, tak i mi bardzo brakowało luźnego "kurwowania"! ;) Zapowiadam więc! Jeśli ktoś jeszcze chce mnie czytać, to dalej bez kilku przekleństw się nie obędzie! Swoją drogą, chyba jest różnica kiedy "kurwa" mówi Beata Tyszkiewicz, a kiedy mówi Doda? Oj, JEST.
PS: pozdrowienia dla Wioli! :)
Kiedy zaczęłam "pisać", wysłałam próbki swojej "twórczości" kilku zaufanym znajomym. Okazało się, że to czego im w tych tekstach brakowało, to właśnie mojego ulicznego języka. Nie chciałabym kłuć w oczy chamskim przeklinaniem, ani namawiać do pierdolenia na każdym kroku, bo ten typ kontrowersji mnie nie interesuje, ale tak jak innym, tak i mi bardzo brakowało luźnego "kurwowania"! ;) Zapowiadam więc! Jeśli ktoś jeszcze chce mnie czytać, to dalej bez kilku przekleństw się nie obędzie! Swoją drogą, chyba jest różnica kiedy "kurwa" mówi Beata Tyszkiewicz, a kiedy mówi Doda? Oj, JEST.
PS: pozdrowienia dla Wioli! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz