niedziela, 10 czerwca 2012

Celebryckie Euro 2012.

Wielu sławnych (z różnych powodów) Polaków, wypowiedziało się na temat 'Euro'. Zapytani o swoje zainteresowanie futbolem, odpowiadali różnie, jednak za medianę można by uznać mniej więcej taką odpowiedź: "na co dzień nie śledzę piłki nożnej, ale przy tak wielkich imprezach, staram się zawsze kibicować i być na bieżąco". Co sprawia, że mistrzostwa, finały ligi, olimpiady, gromadzą przed telewizorami nawet tych najbardziej odpornych na sport?
Zjawisko to można porównać do stwierdzenia "jestem wierząca, ale niepraktykująca". Tutaj można by rzec : "jestem kibicująca, ale tylko przy wielkich imprezach". Rodzaj żeński w tych wypowiedziach nie jest przypadkowy. Otóż wydaje mi się, że większość uaktywniających się na ten czas nowych zainteresowanych futbolem, to kobiety. Mężczyźni z reguły są wierni sportowi i śledzą rozgrywki ligowe, mniejsze i większe rangą. Co więc jest powodem tego, że akurat na "Euro 2012" wszyscy zasiadamy przed ekranami? Pierwszy argument jest oczywisty - to impreza bez precedensu, którą organizuje Polska. Może już nigdy nie będziemy gospodarzami takiej sportowej fety, tym bardziej głupotą byłoby jej nie celebrować i się z niej nie cieszyć. To uczucie podobne do podniecenia, jakaś niezwykła adrenalina i narodowe święto, które naprawdę odczuwa się aż pod skórą. Drugi (mniej szlachetny powód) - skoro WSZYSTKICH ogarnął "piłkoszał", to dlaczego ja mam być na niego obojętna?! W końcu jest to jakiś element czerwcowo-lipcowej mody, niewiedza na temat rozgrywek, jest więc po prostu szczytem ignorancji. Trzeci, wydaje mi się najmniej godny pochwały, jednak bliski kobiecej naturze powód, to celebrycki wymiar tej imprezy. Wydaje mi się, że kiedyś wokół prywatnego życia sportowców nie było tak wielkiego szumu. Dzisiaj prawie każdy sławny, wielki sportsmen ma żonę wywodzącą się z show-biznesu, a jego największe intymne sekrety, wcześniej czy później wychodzą na światło dzienne. Wzięty sportowiec to już nie tylko atleta, idol, ale i celebryta, nierzadko model, twarz marki, ambasador, a nawet poseł - jak chociażby Witalij Kliczko.
I na "polskie Euro" przyjechało, bądź wybiera się wielu sportowców-celebrytów. Ba ,nie tylko sportowców, ale i trenerów. O dreszczyk przyprawia fakt, że na trybunach zasiądzie Jose Mourinho, na ławce trenerskiej Niemców Joachim Loew, o piłkarzach tak znanych jak Ronaldo, Pique - narzeczony Shakiry, czy Torres nie wspomnę. Również mniej, lub bardziej prawdziwe stereotypy, dotyczące animozji między Polakami, a Niemcami (porażka z Niemcami boli podwójnie), piłkarzami Barcelony, czy Realu Madryt, dodają całemu turniejowi animuszu.
Jak mówi Maja Ostaszewska, każda mądra i świadoma kobieta musi być feministką i też jestem przeciwna dyskryminacji kobiet-kibicek, jednak przy okazji "Euro", naprawdę uważam, że bardzo duża ilość z nas, zdecydowanie najbardziej zainteresowana jest znanymi twarzami i dreszczykiem emocji związanym ze słodką rywalizacją, niż prawdziwym pięknem tej dyscypliny. Taka już nasza kobieca natura.




Swoją drogą, kochane Krakowianki, podobno David Beckham, zatrzyma się właśnie w byłej stolicy ;)!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz