Nikt z nas nie lubi poniedziałku. Powstały na ten temat piosenki, przysłowia, a nawet filmy. Znienawidzony poniedziałek wiąże się zazwyczaj z powrotem do pracy, końcem wolnego, początkiem długiego i ciężkiego tygodnia. Wtorek, środa, czwartek to w zasadzie dni, o których w kontekście społecznym w ogóle się nie mówi, dni bez znaczenia! Z kolei piątek i sobota to WEEKEND i choćby niezaplanowany i w ogóle nieatrakcyjny, całkiem beznadziejny i nudny, to i tak zawsze osławiony i najlepszy. Nie wypada powiedzieć, że jest inaczej!
Zaraz po poniedziałku, dniem tygodnia, który zdecydowanie owiany jest legendą, jest niedziela. Pan nakazał w niedzielę wypoczywać i nasza polska mentalność pozwala nam celebrować ten dzień w sposób "niezwykły". Jednak mimo to nie jest rzadkością stwierdzenie - "jak ja nienawidzę niedzieli!". Ja również za nią nie przepadam. Przebiega zazwyczaj w dwojaki sposób, albo jest dniem zupełnego, bezradnego, wpędzającego w kompleksy NICNIEROBIENIA, albo NICNIEROBIENIA połączonego z kacem - częstym następstwem sobotnich eskapad. Jak to jest, że po pracującej sobocie (mało w którym domu jest to dzień wolny od pracy, w większości to czas porządków domowych i tzw. obowiązków gospodarczych, bo jak mieszkasz z rodzicami, to musisz się tego dnia wykazać w podzięce za przedłużający się pobyt, jak prowadzisz własne "gniazdko" tym bardziej wypada je ogarnąć) błoga niedziela tak bardzo dokucza nam swoim jestestwem?! Przecież warunki dla hedonistów są idealne: brak pracy, sprzątać też nie wolno, nie polecam nawet wywiesić prania, bo co powie sąsiad i co powie Bóg?! To dlaczego właśnie w niedzielę, tak ciężko jest sięgnąć po książkę (okej, gazetę), odwiedzić kogoś, czy cieszyć się z tego, że ktoś raczył odwiedzić nas? Nawet najbardziej sumienne osoby przyznają, że naukę, pracę odkładają zawsze na poniedziałek, bo w niedzielę, "po prostu się nie da". Mało tego, w żaden inny dzień nie odczuwa się takich wyrzutów sumienia spowodowanych lenistwem, jak w niedzielę.
Niedziela wpędza w kompleksy, ale jest jak kaftan bezpieczeństwa - kompletnie zapobiega działaniom. Czyja więc to wina?! Trudno szukać odpowiedzi, jedno jest jednak pewne - "Istniejemy tylko w tym, co robimy", a skoro nie robimy nic, to po prostu nas nie ma. Nawet po niedzieli.
Niedziela wpędza w kompleksy, ale jest jak kaftan bezpieczeństwa - kompletnie zapobiega działaniom. Czyja więc to wina?! Trudno szukać odpowiedzi, jedno jest jednak pewne - "Istniejemy tylko w tym, co robimy", a skoro nie robimy nic, to po prostu nas nie ma. Nawet po niedzieli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz