niedziela, 10 czerwca 2012

Stara panna! Chyba TY!

Od australopiteka wiemy, że naturalną potrzebą człowieka jest łączenie się w pary. Pomijając czysto fizyczne aspekty, które nie ukrywajmy zawsze da się jakoś załatwić, każdy z nas, wcześniej czy później, poczuje pewien lęk związany z brakiem tzw. stabilizacji. Wydaje mi się, że ważne jest tu, aby ten moment zależał od nas samych, a nie od zaściankowych teorii, według których 25letnia kobieta bez męża i dzieci, to albo stara panna, albo "lesba". W pewnych kręgach katalizatorem zmiany stanu cywilnego mają być słowa: "Ty stara dupa jesteś, czas chyba się zabrać za chłopa". [bez komentarza] Dzisiejsza moda i ideologia bardzo pomaga wytłumaczyć się lekko starawym niesparowanym (wiek, zaznaczam, jest pojęciem względnym). Na czasie jest twierdzić, że jest się "nowoczesnym singlem", "niezależnym człowiekiem", "realizującym się zawodowo KIMŚ". I oczywiście, że można być szczęśliwym, każdym z wymienionych, choć osobiście uważam, że to tylko dorabianie fajnie brzmiących pojęć, do po prostu bycia samemu. Skąd w nas ten pośpiech, presja, kompleks braku "drugiej połówki"? Czy oczekiwania społeczne są aż tak duże, że trzeba posuwać się do desperackich zachowań i poszukiwań na siłę? Chyba prościej jest powiedzieć: jestem sama, bo zupełnie nie uznaję bycia z kimś dla zasady, dla podwyższania swojej wartości w oczach innych. To przecież jedyne słuszne wytłumaczenie. Ponadto, chyba lepiej być "starą panną" niż młodą... rozwódką! ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz