niedziela, 10 czerwca 2012

festynada.pl

Nadchodzące lato jest czasem wzmożonej aktywności festynowej. W polskiej tradycji, gdzieś od maja, co rusz organizowane są festyny, a to z okazji "Dnia Matki", "Dnia Dziecka", "Dnia Ojca" czy "Dni Pcimia". Jest coś w naszym narodzie, co sprawia, że lubimy się pląsać i bawić a atmosferze kiczu, fajerwerków i piwa. Jest to doskonała okazja do spotkań ze znajomymi, czy alternatywa od odwiedzin rodziny w niedzielne popołudnie. W większości wygląda to tak - mama w najlepszej garsonce, albo sukience, tata w garniturze (porządny chłop, od niedzieli chodzi w garniturze, wersja sportowa - spodzień na kant, koszula, buty tzw. "kwadratowce"), dzieci w najlepszych ubrankach, dziewczynki z dwiema kitkami. Brzmi to groteskowo, ale to prawda. Atrakcjami na festynach są głównie - grille, gdzie za 20 złotych można kupić gumową karkówkę i papierowe ziemniaki. Nowością są kebaby i zapiekanki, bo te specjały wbijają się już nawet na kwesty przykościelne. Popić oczywiście wypada rozcieńczonym piwem. Samochód prowadzi żona. Po "zakupach", dzieci mają już wiatraczki, gumowe pająki i pistolety na wodę, czas więc zasiąść przy drewnianych stołach biesiadnych. Tematów do rozmów nie ma zbyt wielu, więc jak nie "poniesie nas melanż", to całą atmosferę zapewne trafią niekończące się prośby dzieci o frytki, później brudne od keczupu niedzielne wdzianka, na końcu jedno piwo za dużo w wykonaniu taty. To dosyć pesymistyczny, ale częsty scenariusz festynowy. Czas jednak na gwiazdę wieczoru, niejednokrotnie czytałam o protestach - "dajcie nam w końcu gwiazdę na poziomie, a nie znowu to, co wpada w ucho gawiedzi". Moja odpowiedź brzmi - jak chcesz człowieku "gwiazdę na poziomie" to wybierz się na jam session, albo na Openera, bo miejsko-wiejskie festyny nie temu służą! Często festynową rzeczywistości komentuje się następująco - "co za wieś, tandeta, żenada i taniocha". Owszem, nie ma dyskusji, ale pogódźmy się z tym, że nie każdy ma ochotę czytać Dostojewskiego w zadymionej knajpie, płakać przy "Raz, dwa, trzy" czy zajadać się krewetkami. Festyny, dożynki czy odpusty, to część polskiej tradycji, kultury i folkloru. Dajmy więc sobie czasem pozwolenie na chamstwo, "knurzenie" i prostą rozrywkę, ale nie obniżajmy lotów  na zbyt długo. "Baśka miała fajny biust, Ania styl, a Zośka coś co lubię". Cokolwiek to znaczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz